HOMILIA Z OPOKI

DWA SPOJRZENIA NA ŻYCIE NIEDZIELA 6 ZWYKŁA
To samo ludzkie życie, oglądane oczami człowieka młodego, zdrowego, silnego, wygląda zupełnie inaczej, gdy patrzą na nie oczy człowieka chorego, słabego, biednego czy starego. Dla pierwszego życie jest piękne, wielkie, radosne, łatwe, wartościowe. Dla drugiego szare, małe, smutne, trudne. Dzisiejsza Ewangelia mówi o tych dwu spojrzeniach. „Błogosławieni, którzy patrzą na życie przez łzy”. „Biada wam, którzy się śmiejecie”. I tu stajemy zdumieni. Przecież my na co dzień chcemy oglądać i przeżywać życie właśnie oczami pełnymi uśmiechu i tylko takie, szczęśliwe życie zasługuje według nas na uwagę. Ciągle tęsknimy za zatrzymaniem radości, zdrowia, sił – to nasz ideał życia.
Jezus jako dobroczyńca ludzkości mógł przynieść ludziom te wartości. Mógł dać długą młodość, stuletnie szczęście, usunąć cierpienie, dać wszystkim potrzebne siły. Tymczasem nie uczynił tego, jeno nazwał błogosławionymi tych, którzy płaczą, którzy na świat i życie spoglądają przez łzy. Co więcej, sam dobrowolnie spojrzał na życie doczesne przez łzy cierpienia i śmierci.
Uczynił tak dlatego, że tylko oczy pełne łez są w stanie odkryć prawdziwą wartość doczesności. Oczy wypełnione szczęściem ulegają złudzeniu i chcą za wszelką cenę zatrzymać „teraz”, uczynić z doczesności wieczność, to zaś jest wielkim błędem. Przemijalność jest prawem tego świata i człowiek, który się na to zgodził, potrafi zająć właściwą postawę wobec doczesności. Łza w oku pomaga w odkryciu prawdy o świecie. Jeżeli chcemy znać wartość życia, to nie pytajmy o nią ludzi uganiających się za szczęściem, za przyjemnością, opływających w dobra doczesne, lecz pytajmy ludzi doświadczonych, którzy przynajmniej raz w życiu przymierali głodem, którzy znają gorycz, łzy bólu, cierpienia, rozstania, którzy byli prześladowani. Właściwe spojrzenie na życie nie polega na nakładaniu różowych okularów. Prawdziwy blask i wartość życia można dostrzec tylko przez pryzmat łzy. Ona ukazuje całą gamę barw doczesności i ona otwiera horyzont wieczności.

HOMILIA NA 5 NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ

Henryk Majkrzak SCJ
O sprawiedliwości wobec Boga
Ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie… Serafiny stały ponad Nim… I wołał jeden do drugiego: “Święty, Światy, Światy jest Pan Zastępów (Iz 6,1- 3).

W piątą niedzielę zwykłą będziemy zastanawiać się nad zagadnieniem pobożności, religijności. Jeżeli przez sprawiedliwość rozumiemy oddawanie zawsze i każdemu tego, co mu się należy, to pobożność bardzo ściśle związana jest ze sprawiedliwością, ponieważ pobożność to nic innego jak oddawanie czci samemu Bogu. Człowiek jest więc wtedy sprawiedliwy wobec Boga, gdy oddaje Mu cześć poprzez kult, modlitwę i świętość życia.

Zagadnienie sprawiedliwości człowieka wobec Boga stanowi problem szczególnie aktualny w naszej kulturze europejskiej. Mniej więcej do czasów rewolucji francuskiej z roku 1789 kultura zachodniej Europy była przesiąknięta pierwiastkiem religijnym. Religia – a wraz z nią sam Bóg – była obecna w literaturze, sztuce, prawie, moralności, a nawet polityce. Religia stanowiła fundament dla wartości, które potrzebne są do dobrego życia społecznego. Później jednak przyszły gorsze czasy dla religii i dla chrześcijaństwa.

W styczniu 1989 roku, w hiszpańskim mieście Valladolid urządzono przepiękną wystawę sztuki gotyckiej. Urządzono ją w szesnastowiecznej katedrze i zatytułowano: Las edades del hombre – wieki człowieka. Z różnych kościołów Kastylii – Leon ściągnięto tu najpiękniejsze dzieła religijne okresu romańskiego i gotyckiego, a z Watykanu przybył na otwarcie wystawy ówczesny Sekretarz Stanu – kard. Casaroli. Przez wiele dni wokół katedry gromadziły się tłumy ludzi i można zapytać o to, cóż to sprawiło, że wystawa ta cieszyła się tak wielkim powodzeniem? Otóż wystawa ta miała ukazać współczesnemu człowiekowi, w jaki sposób ludzie poprzez arcydzieła sztuki religijnej w poprzednich wiekach wyrażali swoją wiarę i najbardziej wzniosłe uczucia religijne. Zgromadzone dzieła zdawały się mówić: popatrzcie na piękno wiary zawarte w sztuce, wy, którzy tak często zagubieni jesteście w narkomanii i zmysłowości, popatrzcie na to piękno wy, którzy czasami już w nic nie wierzycie i nie uznajecie już żadnych wartości. To bowiem piękno sztuki religijnej minionych wieków jest wyrzutem dla was, którzyście w nowoczesnych galeriach sztuki umieścili hałdy kamieni, zwoje łańcuchów i to wszystko, co wyraża jedynie wasze zagubienie.
Reklama

3 niedziela zwykła

„A oczy wszystkich były w Nim utkwione”

A jak do ksiąg natchnionych odnosili się chrześcijanie? Powiedzmy krótko: mieli taki sam szacunek jak ich starsi bracia w wierze, Izraelici. Gdy z czasem zaczęły się pojawiać pisma Apostołów i ich uczniów (listy i Ewangelie), to czytali je jak Słowo Boże natchnione, czyli napisane przez ludzi prowadzonych przez Ducha Świętego. I tak było przez dwadzieścia wieków. Tak też jest dzisiaj: liturgia Słowa jest podstawową częścią Eucharystii i sakramentów świętych. Słowo Boże nie przymila się jednak słuchaczom, jak przymilają się reklamy, lecz ukazuje stan ducha, grzeszność, egoizm, nieraz ciężki upadek. Zarazem podaje lekarstwo, a jest nim łaska Jezusa, Syna Bożego, który ma moc nad grzechem i nad złymi duchami. Słowo Boże podprowadza słuchacza do żalu i wyznania grzechów. Zachęca do zerwania z nimi, do oddania się Jezusowi jako Panu i Zbawicielowi, do powierzenia się kierownictwu Jego Ducha. Dlatego tak ważną rzeczą jest punktualność, przyjście na czas na Eucharystię. Ważne też jest wyciszenie, ważne jest pragnienie słuchania i poprawy. Ważne jest to utkwienie oczu w ołtarzu, w lektorze, w kapłanie. Tak jak wtedy w synagodze w Nazarecie — jak stwierdza
św. Łukasz — oczy wszystkich były w Nim utkwione.

Zakończenie

Zaczęliśmy dziś czytać Ewangelię św. Łukasza. Łukasz jest Ewangelistą miłosierdzia Bożego. Poucza w swej Ewangelii o Jezusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym po to, by doprowadzić czytelnika do oddania życia i powierzenia się Duchowi Świętemu. Słowo Boże niech będzie naszą częstą lekturą. Niech będzie duchowym pokarmem podczas oczekiwania na niedzielny obiad. Niech będzie dla nas takim oparciem, jakim było dla kardynała Vlka.

Na koniec posłuchajmy J. Herca, jak z miłością wypowiada się o Biblii:

Księgo, która przetrwałaś tyle wieków, a wciąż jesteś aktualna… Księgo ciągle żywa, ciągle wskazująca ludzkości drogę. I ja pochylam się nad Tobą, by spytać o wiele rzeczy, których nie rozumiem. Wierzę, że pisano Ciebie pod natchnieniem Ducha Świętego. Księgo, nieraz buntuję się przeciw Twym prawdom i przykazaniom, a jednak wkrótce znów wracam do Ciebie. Ty jedna możesz mnie nauczyć żyć po ludzku i po Bożemu. Bądź moim światłem na ścieżce, jak jesteś nim dla całej ludzkości23 Amen.Ks. Roman Kempny
WYJĄTKOWE WESELE?

Refleksję nad tym, co Ewangelia mówi o wydarzeniach, jakie miały miejsce podczas wesela w Kanie Galilejskiej, trzeba rozpocząć od ostatnich zdań, które stanowią podsumowanie wszystkiego: “Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie” (J 2,11). Niełatwo nam przyjąć ten właśnie sposób odczytywania Ewangelii. Często zdarzenia z życia Jezusa rozważamy w oderwaniu od siebie. Kościół od samego początku wszystkie wydarzenia ziemskiej pielgrzymki Zbawiciela widział jako jeden wielki proces epifanii, czyli objawiania się Mesjasza światu. Nie możemy zapominać, że cała historia dziejów przyjaźni człowieka z Bogiem jest historią coraz liczniejszych znaków pełniejszego objawiania miłości Boga do człowieka. W samym centrum tego objawiania się Boga znajduje się Osoba Jezusa, Syna Bożego, który przyszedł na świat. Przyjście to jednak dokonało się w sposób odbiegający od oczekiwań i wyobrażeń większości ówczesnych ludzi. Dalekie od triumfu, spełniło się prawie w ukryciu, osiągając swój finał w wywyższeniu Zbawiciela na krzyżu. Bóg bowiem nie chciał manifestować swojej miłości za pomocą potęgi i siły, ale przez podjęcie wespół z człowiekiem realiów jego ziemskiego życia. Wydarzenie z Kany uczy nas, że nie ma takiej dziedziny życia, w której Chrystus nie byłby obecny. Zauważmy, że w Kanie Galilejskiej uczestnicy wesela znaleźli się w zasięgu oddziaływania Chrystusa. Tam, wśród tańców i śpiewów, otwarli serca na działanie łaski. Trzeba dostrzec, że Jezus pierwszego cudu nie dokonał ani w synagodze, ani w świątyni, lecz uczynił to w domu weselnym. Chrystus dokonuje wielu cudów w drodze. Wstępuje do domu celnika Zacheusza, by ogłosić, że i jemu stało się zbawienie. Udaje się do oficera wojskowego, by leczyć jego sługę. Chwali Jana, który za odważne upomnienie władcy przebywa w więzieniu i czeka na śmierć. Zasiada za stołem razem z grzesznikami, broni jawnogrzesznicy przed ukamienowaniem. Uczestniczy w dyskusjach na temat nierozerwalności małżeństwa i płacenia podatków. Głosi Ewangelię w senacie Izraela, czyli przed Sanhedrynem, w twierdzy okupanta przed Piłatem, w pałacu Heroda, w sali tortur, przy słupie biczowania i na miejscu straceń, z wysokości krzyża. W swoich przypowieściach dotyka spraw społecznych i gospodarczych. Mówi o fałszowaniu kwitów, o pękających magazynach chciwca i umierającym u jego progu nędzarzu, o długach i ich umorzeniu. Mówi o siewcy i żniwiarzu, ogrodniku i robotnikach w winnicy, o pasterzach i najemnikach, o pieniądzach i niesprawiedliwej zapłacie. Taka jest Ewangelia. Chrystus jej światłem opromienia każdą dziedzinę ludzkiego życia. W każdym małżeństwie powtarza się wydarzenie z Kany. Rozpoczyna się ono w radości i entuzjazmie (czego symbolem jest wino), lecz początkowa euforia, podobnie jak wino w Kanie, wraz z upływem czasu zużywa się i zaczyna jej brakować. Coraz częściej więc robi się rzeczy już nie z miłości oraz z radością, ale z nawyku. Jeśli zabraknie czujności, rodzinę może ogarnąć chmura szarości i nudy. Zaproszonym na wesele – czyli własnym dzieciom – ma się do ofiarowania jedynie zmęczenie i zmartwienia. Także o tych małżonkach trzeba ze smutkiem powiedzieć: “Nie mają już wina!”. Ewangelia wskazuje małżonkom, jak nie popaść w tę sytuację lub jak z niej wyjść, jeśli już się w niej znaleźli: trzeba zaprosić Jezusa na swoje gody! Jeżeli jest obecny, zawsze można Go poprosić, żeby powtórzył cud z Kany i przemienił wodę w wino. Wodę przyzwyczajenia, rutyny, oziębłości w wino miłości i radości wspanialszych niż początkowe, podobnie jak wino rozmnożone w Kanie. Co natomiast oznacza zaproszenie Jezusa na swoje wesele? Oznacza ono otaczanie szacunkiem w swoim domu Ewangelii, wspólną modlitwę, przystępowanie do sakramentów, uczestniczenie w życiu Kościoła. Nie zawsze małżonkowie są na tym samym poziomie religijnym. Może jedno jest wierzące, drugie natomiast nie, a przynajmniej nie tak bardzo. W takim przypadku niech Jezusa na gody zaprosi to, które Go zna, i postara się – swoją delikatnością, szacunkiem, miłością i życiem zgodnym z wiarą – by Jezus stał się jak najszybciej przyjacielem także drugiej osoby, żeby stał się przyjacielem rodziny! Czy to było wyjątkowe wesele? Było wyjątkowe, bo Jezus, Syn Boży, był fizycznie na nim obecny i dokonał pierwszego cudu. Ale jednocześnie trzeba pamiętać, że jest On obecny na każdym innym weselu, gdzie małżonkowie przez sakrament małżeństwa zapraszają Go do swojej wspólnoty.